Świat rzeźby. Felietony BCS

Świat rzeźby widziany z perspektywy Bydgoskiego Centrum Sztuki

Stanisław Hipolit Popławski – sztukmistrz z Krakowa

Artysta tworząc sztukę musi zadbać między innymi o to, by być rozpoznawalnym, by jego dzieła były na tyle oryginalne, by kojarzono je z nazwiskiem. Dlatego też artyści nie szczędzą trudu nad wypracowaniem własnego stylu i powiązania go ze swoim nazwiskiem. W tym wypadku miarą sukcesu pozostaje reakcja odbiorcy i najbardziej oczekiwaną reakcją jest natychmiastowe powiązanie sztuki z autorem. Wystarczy, że odbiorca raz spojrzy na obraz i skojarzy go na przykład z Jerzym Dudą – Graczem, a gdy usłyszy pierwsze takty piosenki, skojarzy niepowtarzalny styl aranżacji muzycznej ze Stingiem. W niektórych przypadkach jest jednak kłopot, gdy skrupulatnie wymyślona idea zmaterializowana w sztuce nie przystaje do pospolitego, bądź trudnego do zapamiętania nazwiska autora. Wtedy artysta zastępuje je pseudonimem. Bo słuchając piosenki trudno zapamiętać, że wokalistką jest Stefania Joanna Angelina de Germanotta, łatwiej wpada w ucho Lady Gaga, podobnie jak łatwiej zapamiętać, że śpiewa Freddie Mercury niż Farrokh Bulsara. Czasem nazwisko jest przeszkodą do sławy, gdyż jest zbyt gminne i pospolite, bo jest przecież zasadnicza różnica czy śpiewa Cześka Cieślak czy Violetta Villas, lepiej słuchać jak śpiewa Kayah niż Kaśka Szczot. Jednak przyjęcie artystycznego pseudonimu może mieć też zgoła odmienne motywy. Ogromną niezręcznością jest mylenie dorobku artysty z kimś innym, dlatego dwu artystów nazywających się tak samo jest nie lada kłopotem.

            Tego rodzaju sytuacja przytrafiła się dwu polskim rzeźbiarzom w XX wieku. Rzeźbiarz Stanisław Popławski urodzony w 1886 roku nie przypuszczał, że kilkadziesiąt lat później będzie odnosił sukcesy w polskiej rzeźbie artysta, noszący takie samo imię i nazwisko. W tym przypadku młodszy rzeźbiarz, by uniknąć nieporozumień z identyfikacją, do nazwiska Popławski dołączył nazwisko rodowe swej matki – Horno. Jednak ten zabieg nie rozwiązał do końca problemu, gdyż jak się okazało Stanisław Popławski miał na drugie imię Hipolit i część swych prac podpisywał jako Stanisław H. Popławski. Nie do końca wiadomo czy artyści dyskutowali między sobą na ten temat, jednak jedno jest pewne, na zbieżności imienia i nazwiska ich podobieństwo się nie kończy. Obaj artyści dochodzili do rzeźby przez rysunek, obaj w młodości chcieli zostać malarzami, obaj w swej karierze pedagogicznej byli Dziekanami Wydziału Rzeźby. Horno jeszcze w Wilnie zakochał się w sztuce Antyku  i Odrodzenia zaś starszy Popławski umiłował Odrodzenie i sztukę starożytnej Grecji, gdy studiował w Szkole Rysunkowej u Wojciecha Gersona. Tam też dokonał trudnego wyboru dalszej drogi artystycznej decydując się na rzeźbę, ale malarstwa i rysunku nigdy nie porzucił (podobnie jak Horno). Stanisław Popławski od roku 1906 rozpoczął pod kierunkiem Konstantego Laszczki studia na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Jego zamiłowanie do sztuki Renesansu musiało być zauważone przez akademików, gdyż studiując u wymagającego profesora Laszczki każdy rok Popławski kończył nagrodą bądź wyróżnieniem, aż trzykrotnie w czasie trwania studiów został wysłany na stypendium do Florencji, kolebki sztuki Odrodzenia. W Zachęcie, mając niespełna 29 lat, wystawił rzeźbę Nędza, prezentując warsztat dojrzałego i doświadczonego artysty, zyskując tym samym uznanie i pochwały środowiska artystycznego. Na ile był cenionym artystą w środowisku krakowskim może świadczyć fakt, że w 1928 współtworzył wraz z malarzami (m. in. z  Wlastimilem Hofmanem i Alfonsem Karpińskim) stowarzyszenie artystyczne Grupa Dziesięciu. W tym czasie wyjechał też do Paryża i Rzymu. Niestety ze względu na wojnę wrócił do kraju i na ochotnika zgłosił się do oddziału strzeleckiego Legionów Polskich. Epizod wojenny, podobnie jak u Horna, odcisnął mocne piętno na twórczości artysty. Od 1911 roku w Krakowskiej Akademii pracował jako instruktor kucia w kamieniu u profesora Laszczki Na dwa lata przed drugą wojną światową Popławski obejmuje stanowisko kierownika Zakładu Ceramiki. Niewątpliwe na postawę artystyczną Popławskiego wpłynęła Akademia Krakowska, w której pracował wspólnie z Konstantym Laszczką, Jackiem Malczewskim, Julianem Fałatem i Leonem Wyczółkowskim. Na ile twórczość Popławskiego była ceniona, może świadczyć fakt, że Xawery Dunikowski konsultował z nim swoje rzeźby, prosząc młodszego o jedenaście lat artystę o porady techniczno warsztatowe, zaś po śmierci Jacka Malczewskiego poproszono Popławskiego, by wykonał pośmiertną maskę Malczewskiego i odlew jego ręki, a także zaprojektował i wykonał dla niego sarkofag w kościele OO. Paulinów na krakowskiej Skałce.

Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie

Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie

Niewątpliwie Popławski należy do pokolenia pierwszej generacji artystów wykształconych w krakowskiej Akademii, dlatego też między innymi i jemu przypisuje się w polskiej rzeźbie otwarcie nurtu ekpresjonizmu, modelunku skrótowego, wykonywanego w oparciu o pierwszą impresję, bez wykończenia i cyzelowania każdego detalu. Wyjątkowość rzeźb Stanisława Popławskiego wynika też z jego postawy twórczej i temperamentu artystycznego, widział on rzeźbę w szerszym kontekście, nie tylko jako część architektury, ale dostrzegał też silny związek rzeźby z rysunkiem i malarstwem. W jego pracach, podobnie jak u Horna, widać umiłowanie i przywiązanie do rzeźby klasycznej, do czerpania inspiracji z Antyku i Renesansu. Współcześnie, gdzie eksperyment wypiera w sztuce tradycję, jego rzeźby potrafią tak zachwycać. Zwracają uwagę nienagannym opanowaniem zdolności warsztatowych, umiłowaniem rozwiązań klasycznych i nieprzeciętnym talentem plastycznym. Artysta nie eksperymentuje, nie szokuje, po prostu w rzeźbie cierpliwie szuka ideału piękna. Popławski portretując nawet konkretne osoby stosuje daleko idące uogólnienia kompozycyjne, uproszczenia, zachowując mimo to podobieństwo do modela. Potrafi niemal w każdy realistycznie ujęty wizerunek skomponować tak, że przypomina on klasyczną rzeźbę. W efekcie tak założonej strategii artystycznej każda z jego wyrzeźbionych postaci z powodzeniem mogłaby być uznana za część kariatydy greckiej czy rzeźby z okresu Renesansu, są one po prostu ilustracjami piękna klasycznego. Jego portrety robione w rzeźbie wydobywają charakter portretowanej postaci, są wyjątkowo refleksyjne. Trafnie określił ten rodzaj portretu Julian Fałat nazywając je futerałami dusz. Koncepcja artystyczna Popławskiego jest nie tylko nostalgicznym spojrzeniem w przeszłość i zachwytem nad Antykiem, jest udaną próbą łączenia secesji i stylu art deco z klasycyzmem. Niepośledni talent artystyczny Popławskiego widać też w tym, że był on rzeźbiarzem wszechstronnym, pracował zarówno w glinie, kamieniu, brązie, ceramice czy terakocie, był też biegły w pracach medalierskich.  Jego talent został wielokrotnie dostrzeżony na wystawach w Paryżu, Pradze, Wiedniu, Wenecji czy Nowym Jorku. Niestety ten wielki romantyk rzeźby, podobnie jak i Horno, w rodzimym kraju z niezrozumiałych względów jest nieco zapomniany. Warto zatem przy okazji podziwiania rzeźb Stanisława Horno-Popławskiego pamiętać, że był też wybitny i równie utalentowany rzeźbiarz Stanisław Popławski.

Bruno Walpoth – wielki samotnik z Tyrolu

Emocje towarzyszą nam w całym życiu. Niezależnie od czasów, ludzie przeżywali strach, smutek, radość, niepokój, niepewność czy melancholię. W zdecydowanej większości przypadków potrafimy rozpoznać bezpośrednią przyczynę emocji, które nam towarzyszą. Bywa jednak i tak, że powód przygnębienia, czy smutku jest nieokreślony i trudny do zidentyfikowania. Sztuka, która bierze swój początek w przeżyciach, jest często lustrzanym odbiciem stanu emocjonalnego artysty. W przypadku prac włoskiego rzeźbiarza Bruno Walpotha trudno oprzeć się wrażeniu, że emanuje z nich jakiś niepokojący smutek, mimo tego, że prace te nie przedstawiają scen, które mogłyby powodować tego rodzaju emocje. Nostalgiczno-smutne sylwetki rzeźbione przez włoskiego artystę zachwycają i jednocześnie niepokoją, każda z postaci wymodelowana w lipowym drewnie jest samotna, jakby wyjęta z ram czasowych, drewniane figury równie dobrze mogły powstać w pracowni średniowiecznego rzeźbiarza jak również w późnobarokowym atelier. Lipowe postacie zdają się czekać na coś, co ma się wydarzyć, są zastygłe, senne, ale nie pozbawione życia.

0013Bruno Walpoth urodził się w 1959 roku w południowym Tyrolu we Włoszech, w rodzinie rzeźbiarzy. Zarówno jego dziadek jak i ojciec całe życie zajmowali się rzeźbą i snycerstwem. Artysta przyznaje, że już we wczesnym dzieciństwie, pomagał w pracowni ojca, który zdecydował, że jego syn w wieku 13 lat trafi do Carver Vincenzo Mussner, najlepszej szkoły uczącej pracy z drewnem. Po sześcioletnim kursie, dziewiętnastoletni artysta z Tyrolu podjął dalszą naukę w Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Artysta od początku swej biografii artystycznej nie ukrywa swej fascynacji rzeźbą późnego średniowiecza, w tym okresie poszukuje inspiracji i technik pracy. Włoski artysta od wielu lat wykonuje hiper-realistyczne rzeźby postaci ludzkich. Ich naturalna skala, dbałość o detal, modelunek i kolor sprawiają nieodparte wrażenie, że rzeźby te są indywidualnymi portretami konkretnych osób. Walpoth w przedziwny sposób modeluje rysy twarzy i kształty ciała swych modeli, nadaje im silne i charakterystyczne osobowości starając się, by każda rzeźba była portretem indywidualności, budowała jakieś napięcie, opowiadała jakąś historię.

Gerry_1__zPatrząc na jego statyczne postacie z drewna odczuwa się paradoksalne wrażenie mieszaniny obecności i nieobecności. Prace Walpotha są realistycznie niepokojące, ale budują też ogromny dystans w odbiorze, nie można z nimi nawiązać bezpośredniego kontaktu, wejść w głęboką interakcję. Nawet, gdy artysta decyduje się ukazać postać patrzącą wprost na odbiorcę, to w spojrzeniu tym nie ma chęci nawiązania kontaktu, jest raczej dystans i rezerwa, powściągliwość, tak jakby portretowana w rzeźbie postać nie chciała nawiązać interakcji a raczej pokazać melancholię zamkniętą w swej postaci, chciała pokazać wyłącznie stan swojego umysłu, swoje skryte wnętrze i osobowość. Wyrzeźbione postacie pojawiają się w niepokojącym bezruchu, jakby wybudzone z długiego snu, nie są dynamiczne, pełne życia i witalności. Z tego też powodu prace Walpotha sprawiają wrażenie intymnej izolacji. Walpoth rzeźbiąc naturalnej wielkości postacie ludzkie z bloków drewna, pokrywa je farbą akrylową. Specjalnie przygotowana farba nie kryje całkowicie drewna, widać spod niej słoje drewna, jego fakturę i kolor. Artysta stara się za pomocą specjalnie przygotowanej farby osiągnąć półprzezroczysty wygląd skóry podobny do naturalnej.

c_6zCf9UxK0sYhJDkgYyjhYRtCIfxT4Vh3OWdNcrWoaOFWlx4dn2uvD0wgh2E4OE8yZdjTvot1dR3Gv28PZF_jTxYw1b60p6CzSam artysta, podobnie jak i jego prace, jest równie powściągliwy i niechętnie wypowiada się na temat swej twórczości. Wskazuje jedynie, że chce w swych rzeźbach nie tyle ukazać kogoś konkretnego, co raczej ukazać pewną ideę, ekspresję, która spowoduje, że spojrzymy raczej na siebie, jego rzeźby mają więc być tylko pretekstem do głębokiej introspekcji. Nie bez powodu artysta wybrał drewno jako tworzywo swej sztuki, jak sam przyznaje, jego twórczość jest naturalna podobnie jak i materia nad którą pracuje, drewno jest żywe, pachnie, ma niepowtarzalną strukturę i przede wszystkim drewno jest materiałem naturalnym.

Bruno Walpoth od lat rzeźbi w swej pracowni w Ortisei młode kobiety i mężczyzn, jego postacie wyłaniają się z bloków drewna w bezruchu, jakby sam moment powołania postaci do życia przez rękę artysty, zaskakiwał je, paraliżował w bezruchu. Statyczna mimika i gesty tworzą niepowtarzalny klimat, niepokoją i zaskakują. Posiadają też rzadką cechę, pomimo dystansu są w niebywały sposób skierowane wprost do widza, budują klimat medytacji i melancholii. Sam artysta przyznaje, że melancholijny nastrój jego rzeźb pochodzi z wielkiej samotności i tęsknoty za czymś, co jest tak trudne do sprecyzowania i nazwania, ale nie do ukazania w sztuce. I to jest to dla włoskiego rzeźbiarza jedyny powód do zajmowania się rzeźbą.

Metal bez tajemnic. Druciany świat Seunga Mo Parka

Zwyczajowo kwestie materiałowe w rzeźbie są drugorzędne, przywykliśmy do tego, że tradycyjna rzeźba wykonana jest z kamienia, brązu czy drewna. Jednak wiele współczesnych artystów, nawet tych pracujących w tradycyjnej konwencji rzeźbiarskiej, poszukuje nowych materiałów twórczych. Wśród tworzywa rzeźby znaleźć można szkło, plastik czy gumę. Koreański artysta Seung Mo Park sięgnął w swych poszukiwaniach twórczych po zwykły stalowy drut. Jest on o tyle zwykły, że niejednokrotnie z tego rodzaju materiałem mamy do czynienia w życiu codziennym, mamy nim ogrodzoną posesję, czy zakładamy ubrania na wykonany ze starannością druciany wieszak na ubrania. Okazuje się, że to tworzywo wykorzystywane w przedmiotach dnia codziennego może też stać się doskonałym tworzywem sztuki.

Seung-Mo-Park-4Park Seung Mo urodził się w Korei w 1969 roku, w młodości wyemigrował z rodzicami do Stanów Zjednoczonych, gdzie ukończył studia ekonomiczne. Jednak od czasów młodości, bardziej niż fascynacja liczbami i mechanizmami rynkowymi, interesowała go sztuka. Park Seung sam przyznaje, że odkąd pamięta zawsze rysował, z czasem jego rysunki stały się rodzajem pamiętnika, tak jak inni opisują codzienne wydarzenia, tak Park Seung starał się narysować. W pewnym momencie życia, gdy zdał sobie sprawę z tego, że jest kiepskim ekonomistą, postanowił wyjechać do Indii. W Azji spędził prawie pięć lat praktykując medytację i ćwiczenia ascetyczne. W tym czasie bacznie obserwował naturę i zachowania ludzi, jak sam przyznaje, przygotowywał się do bycia artystą. Gdy wrócił do Stanów Zjednoczonych postanowił, że zostanie rzeźbiarzem.

EMGN-Wire-Art-Beautiful-Creations-6Jednak jego droga dochodzenia do rzeźby jest o tyle nietypowa, że Koreańczyk pozostał wierny rozwiązaniom klasycznym w rzeźbie, jednak szukał dla niej nowego tworzywa. Długo eksperymentował niemal z każdym rodzajem metalu, by w końcu pozostać przy drucie ze stali nierdzewnej. Za pomocą drutu pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku zaczął tworzyć rzeźby postaci ludzkiej. Niemal wszystkie figury miały naturalną skalę i oddane były z ogromną dbałością o detal. Koreański artysta za pomocą misternego modelunku starał się uchwycić przede wszystkim płynność ruchów ludzkiego ciała. Metalowe prace rzeźbiarza starają się zasygnalizować odbiorcy jasną granice między iluzją a rzeczywistością. Patrząc na jego pełnowymiarowe, druciane rzeźby, mamy jednoczesne wrażenie obecności ludzkiej postaci, jak i jej nierealności, za realnością przemawia wierne oddanie kształtu ludzkiej sylwetki, zaś za iluzją wykorzystany materiał.

Seung-Mo-Park-13Druciane figury sprawiają wrażenie nieco upiornych, industrialnych, ale zdradzają też niezwykłe zdolności warsztatowe artysty. Potrafił on w kawałkach metalu i zwykłego drutu ukazać grymas twarzy, zmarszczkę, gest, aparycję modela, modelunek sukni, oddać fałdy płótna czy nawet złudzenie ruchu. Przy czym aura drucianego konturu przedmiotu, nieco przezroczysta i odbijająca światło, zdaje się sytuować rzeźby Park Seunga w klimacie prac nieco abstrakcyjnych. Koreańskiemu artyście udaje się stworzyć tak sugestywne prace głównie dzięki doskonałemu warsztatowi, każdą drucianą postać najpierw rysuje, poprawia, tworzy liczne korekty. Tym samym testuje, na ile mu się uda stworzyć druciany wizerunek postaci. Niektóre prace wykonuje w ten sposób, że tworzy z masy plastycznej model, który potem szczelnie oplata drucianą siatką. Na końcu całość wypala w piecu, specjalna masa plastyczna spala się pozostawiając nienaruszony druciany szkielet, który jest finalną kompozycją rzeźby. Prace te zdają się być ulotne i lekkie, sprawiają wrażenie półprzezroczystych, jednak sam artysta dodaje, że niemal każda z nich ważny niemal tonę. Oglądając prace przypominające manekiny, mamy wrażenie, że kolejne metalowe warstwy przypominają pierścienie drzew.

Po wielu latach pracy i poszukiwań twórczych rzeźby Parka Seunga zostały docenione przez liczące się muzea na całym świecie. Sam artysta nie poprzestał w swych poszukiwaniach wyłącznie na modelunku drucianych postaci, uporczywie poszukuje nowych form w rzeźbie, stara się w interesujący sposób przedstawić własną opowieść na temat kondycji człowieka, jego postaci we współczesnym świecie, zajmuje się zagadnieniem pejzażu, jedyne co pozostało wspólne przez kolejne lata poszukiwań twórczych, to tworzywo i wierność rozwiązaniom klasycznym, realistycznym kompozycjom. Park Seung łączy drut, zgina go, tnie, spawa, dopóki nie znajdzie zadowalającej go formy. W pracach koreańskiego artysty widać wyraźnie, że jedynym ograniczeniem w poszukiwaniach tworzywa rzeźby jest ludzka wyobraźnia. Drut ze stali nierdzewnej może być wykorzystany jako ogrodzenie do fabryki opon, ale także może, pod zręcznymi palcami artysty ukazać piękno postaci ludzkiej.

ZOBACZ: Inne felietony Bydgoskiego Centrum Sztuki – pokazujemy świat rzeźby z wyjątkowej perspektywy.

rzezba monumentalna

Od dziadków do prezydentów USA, czyli rzeźba monumentalna

Rzeźba, zaliczana do jednej z dyscyplin plastycznych, może być również klasyfikowana ze względu na swoją skalę. Najczęściej, pod względem stylu i kompozycji, omawiana jest rzeźba miniaturowa, gdyż rzeźba monumentalna kojarzona jest nie tylko z celem artystycznym, bywa analizowana pod kątem upamiętnienia ważnej postaci historycznej lub znaczącego wydarzenia. Sam Horno – Popławski w 1956 roku nosił się z zamiarem wykucia w okolicach Zatoki Gdańskiej monumentalnego posągu Adama Mickiewicza. Miał być on na tyle wielki, by stojące na redzie statki czekające na wpłynięcie do portu, traktowały rzeźbę wieszcza jako punkt odniesienia, drogowskaz. Niestety pomysł artysty nie został realizowany z powodu ogromnych kosztów jego realizacji.

1-20170704175644W monumentalnych i patetycznych realizacjach lubują się Amerykanie. Jedną z najbardziej znanych rzeźb pod względem skali, jest wykuta w Black Hills w Południowej Dakocie rzeźba przedstawiająca twarze czterech prezydentów Stanów Zjednoczonych. Sam pomysł powstał w głowie nie tyle artysty, co historyka – Doane’a Robinsona. Początkowo amerykański historyk chciał przekuć kominowe granity łańcucha górskiego w Black Hills  w posągowe sylwetki prezydentów, lecz jego doradca, architekt Gutzon Borglum, po zbadaniu łańcucha górskiego, wykluczył tego rodzaju realizację. Granit z Black Hills był kruchy i łamliwy, dlatego wymodelowanie pełnych postaci prezydentów nie wchodziło w grę. Stanęło na tym, że góra Mount Rushmore zostanie przekształcona w podobizny twarzy prezydentów. Gdy na początku lat dwudziestych podjęto decyzję o realizacji gigantycznego projektu zaczęły mnożyć się kłopoty. Rdzenna, indiańska ludność nie chciała nawet słyszeć o twarzach prezydentów, legendą gór był przede wszystkim Buffalo Bill i miejscowy wódz Lakotów – Czerwona Chmura. Sama góra przeznaczona do przekucia, znana jako Sześciu Dziadków (Six Grandfathers) była miejscem kultu Indian, dlatego też przekształcenie jej w turystyczną atrakcję nie było przyjęte entuzjastycznie.

1-20170704180022Po długich negocjacjach prowadzonych pomiędzy przedstawicielami Kongresu, prezydentem Calvinem Coolidgem a miejscową ludnością, projekt został zatwierdzony przez Kongres Stanów Zjednoczonych. Prace nad monumentalną rzeźbą rozpoczęto w 1927. Przez kolejnych czternaście lat ekipa czterystu robotników za pomocą dynamitu, rylców i młotów pneumatycznych modelowała w skale kolejne twarze. Co ciekawe, żaden z robotników nie miał pojęcia o samej pracy rzeźbiarza, gdyż rekrutowali się oni z pobliskiej kopalni złota, gdzie pracowali na wyrobiskach. Jednak dzięki drobiazgowym planom Borgluma odkuwali pieczołowicie zbędne złogi granitu. Pierwszą twarzą, którą ukończono był portret Jerzego Waszyngtona.

4 lipca 1930 roku, w Amerykańskie Święto Niepodległości, twarz amerykańskiego prezydenta została odsłonięta. Zaraz po zakończeniu uroczystości przystąpiono do wykuwania podobizny Thomasa Jeffersona. Jednak robotnicy odkryli, że skała sąsiadująca z podobizną Waszyngtona jest słaba i zwietrzała, pod młotem pneumatycznym odpadały niekontrolowanie całe płaty skał. Borglum z ciężkim sercem nakazał wysadzić w powietrze ukończone prezydenckie oblicze i cofnąć cały monument w głąb skały. Praktycznie całą robotę zaczęto od początku.

1-20170704180051To nie był jednak koniec niespodzianek, głowę Abrahama Lincolna ze względu na fatalną jakość skały przesunięto w miejsce, gdzie planowano umieścić wielką tablicę pamiątkową. W roku 1936 turyści, wśród których był sam prezydent Roosevelt, byli świadkami odsłonięcia kolejnej twarzy, podobizny Thomasa Jeffersona. W kolejnych latach odsłonięto podobiznę Theodora Roosevelta (w 1939 roku) oraz dwa lata później – Abrahama Lincolna. Niestety trwające działania wojenne, jak i śmierć  Borgluma wstrzymały dalsze prace. Z powodu braku funduszy Kongres zdecydował o zakończeniu całej realizacji. Spod góry Rushmore usunięto 450 tysięcy ton skał i złogów pozostałych po pracach. Monumentalny pomnik obrazujący 150 lat historii Stanów Zjednoczonych uznano za skończony. 15 października 1966 Mount Rushmore wpisano do amerykańskiego Narodowego Rejestru Miejsc Historycznych, zaś dopiero w 1991 prezydent George H.W. Bush dokonał oficjalnego odsłonięcia gigantycznego pomnika w Mount Rushmore. Do dziś słynna, gigantyczna rzeźba w Południowej Dakocie stanowi główną atrakcję turystyczną w tym regionie Stanów Zjednoczonych.

1-20170704180209Opinie co do samej realizacji pomnika, jak i jego walorów artystycznych są po dzień dzisiejszy podzielone. Jednak warto przy tej okazji pamiętać o pewnej kwestii. Myliłby się ten, kto gigantyzm, pompatyczność i imponowanie rozmiarem rzeźby przypisywałby wyłącznie Amerykanom. Warto przy tej okazji wspomnieć o mało znanym fakcie, czyli o tzw. big australian things. Na Antypodach, od lat powstają gigantyczne pomniki. Wzniesiony w Nambour pomnik wielkiego ananasa ma symbolizować plantacje ananasów, w Coffs Harbour stoi (a raczej leży) gigantyczny Wielki Betonowy Banan, też na cześć pobliskiej plantacji bananów, w Balconnen jest Wielki Grzyb, tam też mają Wielką Sowę. Jakby tego było mało w Broken Hill Australijczycy mają Wielką Mrówkę zaś w Yerinbool Wielkie Jabłko, w Duranbah zobaczyć gigantyczny pomnik Avocado, zaś w Cobar pomnik Big Beer Can. W Australii mamy także w Lake Cathie pomnik Big Bowl, wielkiej niebieskiej kuli na kręgle, jest tam też pomnik Wielkiej Krewetki, Wielkiej Ławki, Wielkiej Butelki, Wielkiego Koguta czy też pomnik Wielkiego Kartofla.

Czymś zupełnie kuriozalnym jest pomnik skały, czyli wykuty w litej skale w North Arm Cove pomnik przedstawiający Ayers Rock. Ilekroć oglądam tego rodzaju realizacje sądzę, że autorzy pomników winni poczytać przede wszystkim Freuda, a nie stawiać wielkie pomniki. Łączy je natomiast jedno: australijskie pomniki giganty są szkaradne i brzydkie, jarmarczne i odpustowe, trudno w nich szukać wielkiej sztuki. Każdy z turystów, który zjedzie z głównej drogi, by zobaczyć Wielkiego Banana czy Wielkiego Kartofla na pewno nie zapomni tego widoku do końca życia, gdyż jak mówi porzekadło: co się zobaczyło, to się nie odzobaczy. Być może, Australia, jako dość młode pod względem historycznym państwo, ma w sobie ogromne kompleksy i przypomina w tym gigantyzmie nieco Stany Zjednoczone. Ale z dwojga złego wolę oglądać twarze prezydentów w Mount Rushmore w Południowej Dakocie niż gigantyczny pomnik Wielkiego Kartofla na Antypodach.

ZOBACZ: Inne felietony Bydgoskiego Centrum Sztuki – pokazujemy świat rzeźby z wyjątkowej perspektywy.

Kamień, który się śmieje. Twórczość Hirotoshi Itoh

Rzeźba Hirotoshi Itoh

Rzeźba Hirotoshi Itoh

Żart wywołuje śmiech lub uśmiech. Warunkiem takiej reakcji na żart musi być to, że jest on rozpoznany,  wtedy wywołuje w nas pewnego rodzaju zakłopotanie, dezorientację a w końcu radość. Żart w sztuce, jest znany od momentu powstania sztuki, choć bywały okresy, gdy żart był jednym z głównych przesłanek tworzenia sztuki, tak było na przykład w dadaizmie. Tam, gdzie pojawiała się sztuka dadaizmu, pojawiał się nieodzownie śmiech.

Żart w sztuce jest pewnego rodzaju wentylem bezpieczeństwa, zwłaszcza wobec poważnej sztuki zaangażowanej, która za swój cel obiera moralizatorstwo lub poruszanie w twórczości artystycznej wyłącznie kwestii ostatecznych. Przykładem tego rodzaju twórczości, choć dalekiej od przebrzmiałego dadaizmu, mogą być prace japońskiego rzeźbiarza Hiritoshi Ito. Jego specyficzne traktowanie kamienia sprawia wrażenie, że kamień traci swe właściwości, zaczyna być nierealny, Hiritoshi Ito poprzez zaskakujące zestawienia wywołuje złudzenie, że kamień jest miękki, lekki i jest doskonałą masą plastyczną do realizacji jego wyobrażeń artystycznych. Wizualny efekt wzmocniony jest tym, że Hiritoshi Ito stosuje różnego rodzaju dodatki do kamiennych rzeźb, na przykład zamki błyskawiczne, czy elementy plastikowe.

Wydaje się, że japoński rzeźbiarz bawi się strukturą kamienia sporządzając kolejne prace, jednak nie jest to tylko zwykła zabawa. Każda z jego rzeźb jest głęboko przemyślana, jego surrealistyczne konstrukcje zaskakują pomysłowością i sprawiają wrażenie prac głęboko koncepcyjnych.

Rzeźba Hirotoshi Itoh

Rzeźba Hirotoshi Itoh

Hirotoshi Itoh jest absolwentem Tokyo National Fine Arts University. Już od początku swej samodzielnej twórczości (od roku 1982) Hirotoshi Itoh zaskakiwał pomysłowością i szukał własnej drogi w rzeźbie. Po eksperymentach w obróbce metalu, artysta uznał, że metal jest zbyt plastyczny a przez to i zbyt oczywisty i zwrócił się w stronę tradycyjnego materiału rzeźbiarskiego, wybierając kamień polny. Niektórzy z jego znajomych, przywiązani do tradycyjnych rozwiązań w rzeźbie, uważali jego prace za nieco dziwaczne i pozbawione waloru artystycznego.

Rzeźba Hirotoshi Itoh

Rzeźba Hirotoshi Itoh

Jednak Hirotoshi Itoh chciał za wszelką cenę tchnąć życie w kamień i pozbawić go jego głównej cechy, którą określał mianem „kamienistości”. Niewątpliwie udało mu się wywołać w odbiorcach wrażenie surrealistycznych złudzeń optycznych. Każdy, kto ogląda jego prace nie wierzy w to, że użyty materiał do rzeźb, to lity, twardy i ciężki w obróbce kamień.

Dla Hirotoshi Itoh kamień stał się niejako swego rodzaju wyzwaniem, wydaje się, że jednym z głównych motywów pracy rzeźbiarskiej jest poddanie w wątpliwość niepodważalne właściwości kamienia i udowodnienie, że dla artysty kamień nie stanowi żadnej przeszkody w obróbce materiałowej. Każda z prac Hirotoshi Itoh zdaje się ożywać i nabierać zupełnie nowych właściwości, kamień nabiera zatem cech miękkości, ciepła i elastyczności, z każdą kolejną pracą zastanawiamy się, czy istnieją granice, których w twórczości artystycznej japońskiego rzeźbiarza nie da się przekroczyć.

Artysta w jednym z wywiadów przyznał się, że kamieni szuka w rzece, która przepływa obok jego domu. Rano, gdy woda jest przejrzysta i widać dokładnie kamienie leżące na dnie potoku, artysta szuka inspiracji, nigdy nie szuka kamienia pod konkretny projekt. Wyławiając otoczaki z wody za pomocą skojarzeń szuka odpowiedniego przeznaczenia dla kamienia, sam kamień poprzez swój niepowtarzalny kształt podsuwa mu odpowiednie rozwiązania.

Rzeźba Hirotoshi Itoh

Rzeźba Hirotoshi Itoh

Sam artysta przyznaje, że jego prace wywołują uśmiech i prowokują do żartów. I to jest ten moment, w którym warto dodać, że być może jest się z czego z czego śmiać, bo efekt końcowy jest pod względem wykonania jest potraktowany żartobliwie, ale w pracach Hirotoshiego jest coś więcej niż tylko li żart. Japoński artysta pokazuję zupełnie inną stronę rzeźby, pokazuję piękno kamienia, który może być wykorzystany na różne sposoby, pokazuje pomysłowość, która bierze swój początek w wyobraźni artysty.

Ponadto, o czym łatwo przy tej okazji zapomnieć, japoński artysta pokazuje jak doskonale poznał kamień pod względem warsztatowym, kamień w jego dłoniach zdaje się nie mieć żadnych tajemnic, japoński artysta go oswaja w taki sposób, że kamień poddaje się obróbce. Dlatego też jego prace są tak cenione w Tokyo National Fine Arts University.

ZOBACZ: Inne felietony Bydgoskiego Centrum Sztuki – pokazujemy świat rzeźby z wyjątkowej perspektywy.

Francuska droga od rysunku po kobiecą rzeźbę

valerie-hadida-sculpturePróby sformułowania kryteriów oceny sztuki nie są rzeczą prostą. Po dzień dzisiejszy trwają spory co do tego, czy oglądane przez nas dzieło sztuki podoba się nam ze względu na nie samo, czy raczej ze względu na to, że w jakiś sposób oddziałuje na nas uwzględniając nasze cechy charakteru, osobowości, czy indywidualny poziom wrażliwości.

Stąd też utarło się powiedzenie, że o gustach się nie dyskutuje, gdyż są one jednostkowe i nie do końca racjonalne, nie wiemy dlaczego podobają się poszczególne dzieła sztuki a inne nie. Kwestie związane z percepcją sztuki, jej kompozycją, techniką wykonania niewątpliwie decydują o wartości dzieła sztuki. Jednak przy tego rodzaju rozważaniach warto zwrócić uwagę na mało eksponowany czynnik – stworzenie przez artystę własnego stylu. Jest to rzecz niebywale istotna, gdyż zwraca uwagę na pewnego rodzaju niepowtarzalny język wypowiedzi artystycznej.

Valerie-Hadida-SculpturesJakkolwiek oceniać malarstwo Epifaniusza Drowniaka, zwanego Nikiforem, to jego rysunki są niepowtarzalne i niepodobna ich pomylić z twórczością innego artysty, podobnie w rzeźbie, wystarczy pierwszy rzut oka na wyrzeźbione ludzkie ciało, jego piękno i kruchość, by nie mieć żadnych wątpliwości, że mamy do czynienia z pracami Igora Mitoraja. Podobnie jest w muzyce, wystarczy kilka dźwięków gitary, by wiedzieć, że słuchamy Patha Metheny. Być może, stworzenie własnego języka wypowiedzi w sztuce nie gwarantuje jeszcze tego, że mamy do czynienia z arcydziełem, jednak jest to znak, że artysta tworzy dzieła indywidualne i niepowtarzalne, które mogą się podobać.

Do takich artystów należy zapewne twórczość Valérie Hadida współczesnej francuskiej rzeźbiarki. Wystarczy jeden rzut oka na jej rysunki i rzeźby, by nie mieć żadnych wątpliwości, kto jest ich autorem. Droga dochodzenia do rzeźby Valérie Hadida była dość nietypowa, gdyż przygodę ze sztuką zaczynała od rysunku. Jak sama artystka przyznaje, jej mama, która w szkole średniej uczyła plastyki, przynosiła do domu ołówki, flamastry i papier, mała Valérie uwielbiała rysować własne postacie do bajek. Ta niewinna zabawa przerodziła się w fascynację światem animacji, dlatego też po maturze postanowiła studiować w Szkole Sztuk Wizualnych i reklamy w Paryżu.

Sculpture-Valerie-Hadida-Galerie-AlbaneTam też nawiązała kontakt z firmami produkującymi filmy animowane. Jej rysunki były na tyle dobre, że zaproponowano jej udział w wielu kontraktach, a także staż w firmie Walt Disney w Stanach Zjednoczonych. Ku zaskoczeniu wszystkich Valérie Hadida odmówiła, gdyż wiedziała już, że animacja i rysunek jej nie wystarczą. Chciała głębszego kontaktu ze sztuką, niż wyłącznie produkcja bajek dla dzieci. Wybrała drogę trudną, gdyż zdecydował się na rzeźbę. Jednak nie porzuciła swych wcześniejszych zajęć, stworzyła cykl prac, które ewidentnie korespondują z bajkową wyobraźnią artystki. Na przykład jej cykl rzeźb Małe dziewczynki określa się jako próbę łącznie rzeźby z bajkowymi wyobrażeniami rodem z kreskówek. Jednak w rzeźbach Hadida jest coś więcej. Jej kruche i smutne postacie dziewczyn, z burzą włosów przerzucają kładkę między realistycznym odwzorowaniem a wyobraźnią, każda rzeźb pokazuje kruchą stronę kobiecości, smukłe linie, zwiewne stroje i charakterystycznie ukazane włosy są znakiem rozpoznawczym rzeźbiarki i stanowią emocjonalne wejrzenie w nieco inną stronę kobiecości.

Zwyczajowo proces powstawania rzeźby jest u artystki poprzedzony serią szkiców, które później artystka wystawia razem z finalną rzeźbą odlaną w brązie. Jest to o tyle istotne, że ukazuje jak doskonale udało się jej oddać w rzeźbie pierwotny zamysł zakreślony w rysunku, czasem ma się wrażenie, że w pierwszej kolejności powstała rzeźba a potem na jej podstawie rysunki. Valérie Hadida stworzyła własne, charakterystyczne i rozpoznawalne postacie, trochę podobne do stylistyki malarstwa Jerzego Dudy-Gracza. Być może, prace Valérie Hadida nie wszystkim się podobają, jednak na pewno można stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, francuskiej artystce udało się stworzyć własny i niepowtarzalny styl w rzeźbie. A to już bardzo dużo. Artystka za swe realizacje otrzymała Nagrodę Fundacji im. Paula Ricarda w 1991 roku.

FOT: lilavert.com

ZOBACZ: Inne felietony Bydgoskiego Centrum Sztuki – pokazujemy świat rzeźby z wyjątkowej perspektywy.

Ludzka postać w wizji Petera Demetza

Na temat tego, czy jest realizm w rzeźbie napisano już bardzo wiele prac teoretycznych. Są one pełne różnorodnych sądów, definicji, hipotez czy wyjaśnień. Zwyczajowo w tak szerokim pojęciu z zakresu sztuki trudno o wspólną, zgodną definicję ekspertów, gdyż w niemal każdy z nich w odmienny sposób podchodzi do realizmu. Jedni utrzymują, że realistyczna sztuka to taka, która wiernie odtwarza widzianą rzeczywistość, inni zaś twierdzą, że taka, która pokazuje świat jaki winien on być, jeszcze inni zwracają uwagę na brak ornamentyki dzieła i jego surowość przekazu. Gdy na gruncie teoretycznym trudno o zgodę i kompromis warto czasem wskazać wprost, na konkretny przykład, który spaja w sobie wszystkie wymieniane cechy. Takim przykładem czystego realizmu w rzeźbie może być twórczość włoskiego rzeźbiarza Petera Demetza.

peter_demetz_image_12Ten rzeźbiarz urodzony na północy Włoch w 1969 roku wyróżnia się na tle rzeźby współczesnej szczególnym talentem do odwzorowania w drewnie ludzkiej postaci. Obserwując wyrzeźbione przez niego z lipowego drewna sylwetki mamy na pierwszy rzut oka mamy wrażenie, że są to fotografie postaci ludzkiej, z których zdjęto za pomocą specjalnego filtra kolor.

3aaaSurowy kolor drewna, który artysta pozostawia finalnie, doskonale oddaje fakturę drewna, jak również wydobywa grę świateł, w każdej wyrzeźbionej postaci widać najdrobniejszy detal, zarówno w fizjonomii jak również w stroju. By zwiększyć wrażenie realizmu Demetz w niektórych realizacjach dodaje drewniane tło, na przykład poruszonej wody, w której zanurzona jest postać. Sam artysta przyznaje, że jego fiksacja na punkcie realizmu zaprowadziła go w stronę projektu łączącego malarstwo z rzeźbą. W specjalnie zaprojektowanych i oświetlonych boksach artysta ustawia płaskorzeźby, które wyłącznie z określonego punktu oglądu dają wrażenie trójwymiarowości obrazu. Ta zabawa z iluzją wydaje się być prostym zabiegiem opartym na znajomości percepcji wzrokowej, jest jednak czymś znacznie większym. Oprócz znajomości zasad postrzegania trójwymiarowego artysta operuje oszczędnie zestawieniami kolorystycznymi wydobywając z każdej tego rodzaju instalacji odpowiedni nastrój.

Patrząc w tak przygotowany i odpowiednio oświetlony boks, mamy wrażenie spoglądania na obraz, w którym przedstawiono jakąś historię. Demetz zdaje się rozumieć sztukę w taki sam sposób, jak ją opisywał przed nim jego rodak w XIV wieku Leon Battista Alberti, który twierdził, że dobrze wykonany obraz jest czymś w rodzaju okna, przez które podglądamy opowiedzianą nam przez artystę historię.

            image_03_largeWszystkie realizacje Demetza charakteryzują się ogromną pieczołowitością w oddaniu detalu. To natomiast świadczy o jego niespotykanej biegłości technicznej, innymi słowy, Demetz perfekcyjnie operuje dłutem, wydobywając z figur postaci ludzkich jakąś historię. Jego drobiazgowa znajomość anatomii ciała ludzkiego, perfekcyjny zmysł obserwacyjny i niespotykany talent rzeźbiarski sprawia, że artysta ma niewątpliwy dar pobudzania do życia przedmiotów powstałych z drewna lipowego. Ale imponujący talent artysty przejawia się nie tylko w biegłości technicznej.

Wyrzeźbione postacie nie są anonimowe jak manekiny, każda z drewnianych figur jest indywidualna, widać w niej głęboko przemyślaną kompozycję. To, że niektóre z wyrzeźbionych postaci są odwrócone od widza tyłem, bądź patrzą w ziemię nie jest przypadkowe. Drewniane figury wydają się komunikować językiem ciała pewne stany emocjonalne: oczekiwania, zniechęcenia, refleksji, smutku. Ponadto artyście udało się uciec od tego, co nazywamy monumentalnością i patosem w rzeźbie. Stara się on w hiperrealistycznej manierze ukazać zwykłe, codzienne sprawy, gesty i zachowania. To rzadka cecha w sztuce współczesnej, by w tak sugestywny sposób przez fikcję ukazać prawdę o świecie. By w rzeźbie oddać tego rodzaju emocje należy posiadać przynajmniej trzy cechy: biegłość techniczną, doskonały zmysł obserwacji oraz po prostu talent. Te cechy posiada niewątpliwie Peter Demetz.

FOT:  peterdemetz.it

ZOBACZ: Inne felietony Bydgoskiego Centrum Sztuki – pokazujemy świat rzeźby z wyjątkowej perspektywy.

Przejdź do paska narzędzi