Świat rzeźby. Felietony BCS

Świat rzeźby widziany z perspektywy Bydgoskiego Centrum Sztuki

rzezba monumentalna

Od dziadków do prezydentów USA, czyli rzeźba monumentalna

Rzeźba, zaliczana do jednej z dyscyplin plastycznych, może być również klasyfikowana ze względu na swoją skalę. Najczęściej, pod względem stylu i kompozycji, omawiana jest rzeźba miniaturowa, gdyż rzeźba monumentalna kojarzona jest nie tylko z celem artystycznym, bywa analizowana pod kątem upamiętnienia ważnej postaci historycznej lub znaczącego wydarzenia. Sam Horno – Popławski w 1956 roku nosił się z zamiarem wykucia w okolicach Zatoki Gdańskiej monumentalnego posągu Adama Mickiewicza. Miał być on na tyle wielki, by stojące na redzie statki czekające na wpłynięcie do portu, traktowały rzeźbę wieszcza jako punkt odniesienia, drogowskaz. Niestety pomysł artysty nie został realizowany z powodu ogromnych kosztów jego realizacji.

1-20170704175644W monumentalnych i patetycznych realizacjach lubują się Amerykanie. Jedną z najbardziej znanych rzeźb pod względem skali, jest wykuta w Black Hills w Południowej Dakocie rzeźba przedstawiająca twarze czterech prezydentów Stanów Zjednoczonych. Sam pomysł powstał w głowie nie tyle artysty, co historyka – Doane’a Robinsona. Początkowo amerykański historyk chciał przekuć kominowe granity łańcucha górskiego w Black Hills  w posągowe sylwetki prezydentów, lecz jego doradca, architekt Gutzon Borglum, po zbadaniu łańcucha górskiego, wykluczył tego rodzaju realizację. Granit z Black Hills był kruchy i łamliwy, dlatego wymodelowanie pełnych postaci prezydentów nie wchodziło w grę. Stanęło na tym, że góra Mount Rushmore zostanie przekształcona w podobizny twarzy prezydentów. Gdy na początku lat dwudziestych podjęto decyzję o realizacji gigantycznego projektu zaczęły mnożyć się kłopoty. Rdzenna, indiańska ludność nie chciała nawet słyszeć o twarzach prezydentów, legendą gór był przede wszystkim Buffalo Bill i miejscowy wódz Lakotów – Czerwona Chmura. Sama góra przeznaczona do przekucia, znana jako Sześciu Dziadków (Six Grandfathers) była miejscem kultu Indian, dlatego też przekształcenie jej w turystyczną atrakcję nie było przyjęte entuzjastycznie.

1-20170704180022Po długich negocjacjach prowadzonych pomiędzy przedstawicielami Kongresu, prezydentem Calvinem Coolidgem a miejscową ludnością, projekt został zatwierdzony przez Kongres Stanów Zjednoczonych. Prace nad monumentalną rzeźbą rozpoczęto w 1927. Przez kolejnych czternaście lat ekipa czterystu robotników za pomocą dynamitu, rylców i młotów pneumatycznych modelowała w skale kolejne twarze. Co ciekawe, żaden z robotników nie miał pojęcia o samej pracy rzeźbiarza, gdyż rekrutowali się oni z pobliskiej kopalni złota, gdzie pracowali na wyrobiskach. Jednak dzięki drobiazgowym planom Borgluma odkuwali pieczołowicie zbędne złogi granitu. Pierwszą twarzą, którą ukończono był portret Jerzego Waszyngtona.

4 lipca 1930 roku, w Amerykańskie Święto Niepodległości, twarz amerykańskiego prezydenta została odsłonięta. Zaraz po zakończeniu uroczystości przystąpiono do wykuwania podobizny Thomasa Jeffersona. Jednak robotnicy odkryli, że skała sąsiadująca z podobizną Waszyngtona jest słaba i zwietrzała, pod młotem pneumatycznym odpadały niekontrolowanie całe płaty skał. Borglum z ciężkim sercem nakazał wysadzić w powietrze ukończone prezydenckie oblicze i cofnąć cały monument w głąb skały. Praktycznie całą robotę zaczęto od początku.

1-20170704180051To nie był jednak koniec niespodzianek, głowę Abrahama Lincolna ze względu na fatalną jakość skały przesunięto w miejsce, gdzie planowano umieścić wielką tablicę pamiątkową. W roku 1936 turyści, wśród których był sam prezydent Roosevelt, byli świadkami odsłonięcia kolejnej twarzy, podobizny Thomasa Jeffersona. W kolejnych latach odsłonięto podobiznę Theodora Roosevelta (w 1939 roku) oraz dwa lata później – Abrahama Lincolna. Niestety trwające działania wojenne, jak i śmierć  Borgluma wstrzymały dalsze prace. Z powodu braku funduszy Kongres zdecydował o zakończeniu całej realizacji. Spod góry Rushmore usunięto 450 tysięcy ton skał i złogów pozostałych po pracach. Monumentalny pomnik obrazujący 150 lat historii Stanów Zjednoczonych uznano za skończony. 15 października 1966 Mount Rushmore wpisano do amerykańskiego Narodowego Rejestru Miejsc Historycznych, zaś dopiero w 1991 prezydent George H.W. Bush dokonał oficjalnego odsłonięcia gigantycznego pomnika w Mount Rushmore. Do dziś słynna, gigantyczna rzeźba w Południowej Dakocie stanowi główną atrakcję turystyczną w tym regionie Stanów Zjednoczonych.

1-20170704180209Opinie co do samej realizacji pomnika, jak i jego walorów artystycznych są po dzień dzisiejszy podzielone. Jednak warto przy tej okazji pamiętać o pewnej kwestii. Myliłby się ten, kto gigantyzm, pompatyczność i imponowanie rozmiarem rzeźby przypisywałby wyłącznie Amerykanom. Warto przy tej okazji wspomnieć o mało znanym fakcie, czyli o tzw. big australian things. Na Antypodach, od lat powstają gigantyczne pomniki. Wzniesiony w Nambour pomnik wielkiego ananasa ma symbolizować plantacje ananasów, w Coffs Harbour stoi (a raczej leży) gigantyczny Wielki Betonowy Banan, też na cześć pobliskiej plantacji bananów, w Balconnen jest Wielki Grzyb, tam też mają Wielką Sowę. Jakby tego było mało w Broken Hill Australijczycy mają Wielką Mrówkę zaś w Yerinbool Wielkie Jabłko, w Duranbah zobaczyć gigantyczny pomnik Avocado, zaś w Cobar pomnik Big Beer Can. W Australii mamy także w Lake Cathie pomnik Big Bowl, wielkiej niebieskiej kuli na kręgle, jest tam też pomnik Wielkiej Krewetki, Wielkiej Ławki, Wielkiej Butelki, Wielkiego Koguta czy też pomnik Wielkiego Kartofla.

Czymś zupełnie kuriozalnym jest pomnik skały, czyli wykuty w litej skale w North Arm Cove pomnik przedstawiający Ayers Rock. Ilekroć oglądam tego rodzaju realizacje sądzę, że autorzy pomników winni poczytać przede wszystkim Freuda, a nie stawiać wielkie pomniki. Łączy je natomiast jedno: australijskie pomniki giganty są szkaradne i brzydkie, jarmarczne i odpustowe, trudno w nich szukać wielkiej sztuki. Każdy z turystów, który zjedzie z głównej drogi, by zobaczyć Wielkiego Banana czy Wielkiego Kartofla na pewno nie zapomni tego widoku do końca życia, gdyż jak mówi porzekadło: co się zobaczyło, to się nie odzobaczy. Być może, Australia, jako dość młode pod względem historycznym państwo, ma w sobie ogromne kompleksy i przypomina w tym gigantyzmie nieco Stany Zjednoczone. Ale z dwojga złego wolę oglądać twarze prezydentów w Mount Rushmore w Południowej Dakocie niż gigantyczny pomnik Wielkiego Kartofla na Antypodach.

Kamień, który się śmieje. Twórczość Hirotoshi Itoh

Rzeźba Hirotoshi Itoh

Rzeźba Hirotoshi Itoh

Żart wywołuje śmiech lub uśmiech. Warunkiem takiej reakcji na żart musi być to, że jest on rozpoznany,  wtedy wywołuje w nas pewnego rodzaju zakłopotanie, dezorientację a w końcu radość. Żart w sztuce, jest znany od momentu powstania sztuki, choć bywały okresy, gdy żart był jednym z głównych przesłanek tworzenia sztuki, tak było na przykład w dadaizmie. Tam, gdzie pojawiała się sztuka dadaizmu, pojawiał się nieodzownie śmiech.

Żart w sztuce jest pewnego rodzaju wentylem bezpieczeństwa, zwłaszcza wobec poważnej sztuki zaangażowanej, która za swój cel obiera moralizatorstwo lub poruszanie w twórczości artystycznej wyłącznie kwestii ostatecznych. Przykładem tego rodzaju twórczości, choć dalekiej od przebrzmiałego dadaizmu, mogą być prace japońskiego rzeźbiarza Hiritoshi Ito. Jego specyficzne traktowanie kamienia sprawia wrażenie, że kamień traci swe właściwości, zaczyna być nierealny, Hiritoshi Ito poprzez zaskakujące zestawienia wywołuje złudzenie, że kamień jest miękki, lekki i jest doskonałą masą plastyczną do realizacji jego wyobrażeń artystycznych. Wizualny efekt wzmocniony jest tym, że Hiritoshi Ito stosuje różnego rodzaju dodatki do kamiennych rzeźb, na przykład zamki błyskawiczne, czy elementy plastikowe.

Wydaje się, że japoński rzeźbiarz bawi się strukturą kamienia sporządzając kolejne prace, jednak nie jest to tylko zwykła zabawa. Każda z jego rzeźb jest głęboko przemyślana, jego surrealistyczne konstrukcje zaskakują pomysłowością i sprawiają wrażenie prac głęboko koncepcyjnych.

Rzeźba Hirotoshi Itoh

Rzeźba Hirotoshi Itoh

Hirotoshi Itoh jest absolwentem Tokyo National Fine Arts University. Już od początku swej samodzielnej twórczości (od roku 1982) Hirotoshi Itoh zaskakiwał pomysłowością i szukał własnej drogi w rzeźbie. Po eksperymentach w obróbce metalu, artysta uznał, że metal jest zbyt plastyczny a przez to i zbyt oczywisty i zwrócił się w stronę tradycyjnego materiału rzeźbiarskiego, wybierając kamień polny. Niektórzy z jego znajomych, przywiązani do tradycyjnych rozwiązań w rzeźbie, uważali jego prace za nieco dziwaczne i pozbawione waloru artystycznego.

Rzeźba Hirotoshi Itoh

Rzeźba Hirotoshi Itoh

Jednak Hirotoshi Itoh chciał za wszelką cenę tchnąć życie w kamień i pozbawić go jego głównej cechy, którą określał mianem „kamienistości”. Niewątpliwie udało mu się wywołać w odbiorcach wrażenie surrealistycznych złudzeń optycznych. Każdy, kto ogląda jego prace nie wierzy w to, że użyty materiał do rzeźb, to lity, twardy i ciężki w obróbce kamień.

Dla Hirotoshi Itoh kamień stał się niejako swego rodzaju wyzwaniem, wydaje się, że jednym z głównych motywów pracy rzeźbiarskiej jest poddanie w wątpliwość niepodważalne właściwości kamienia i udowodnienie, że dla artysty kamień nie stanowi żadnej przeszkody w obróbce materiałowej. Każda z prac Hirotoshi Itoh zdaje się ożywać i nabierać zupełnie nowych właściwości, kamień nabiera zatem cech miękkości, ciepła i elastyczności, z każdą kolejną pracą zastanawiamy się, czy istnieją granice, których w twórczości artystycznej japońskiego rzeźbiarza nie da się przekroczyć.

Artysta w jednym z wywiadów przyznał się, że kamieni szuka w rzece, która przepływa obok jego domu. Rano, gdy woda jest przejrzysta i widać dokładnie kamienie leżące na dnie potoku, artysta szuka inspiracji, nigdy nie szuka kamienia pod konkretny projekt. Wyławiając otoczaki z wody za pomocą skojarzeń szuka odpowiedniego przeznaczenia dla kamienia, sam kamień poprzez swój niepowtarzalny kształt podsuwa mu odpowiednie rozwiązania.

Rzeźba Hirotoshi Itoh

Rzeźba Hirotoshi Itoh

Sam artysta przyznaje, że jego prace wywołują uśmiech i prowokują do żartów. I to jest ten moment, w którym warto dodać, że być może jest się z czego z czego śmiać, bo efekt końcowy jest pod względem wykonania jest potraktowany żartobliwie, ale w pracach Hirotoshiego jest coś więcej niż tylko li żart. Japoński artysta pokazuję zupełnie inną stronę rzeźby, pokazuję piękno kamienia, który może być wykorzystany na różne sposoby, pokazuje pomysłowość, która bierze swój początek w wyobraźni artysty.

Ponadto, o czym łatwo przy tej okazji zapomnieć, japoński artysta pokazuje jak doskonale poznał kamień pod względem warsztatowym, kamień w jego dłoniach zdaje się nie mieć żadnych tajemnic, japoński artysta go oswaja w taki sposób, że kamień poddaje się obróbce. Dlatego też jego prace są tak cenione w Tokyo National Fine Arts University.

Francuska droga od rysunku po kobiecą rzeźbę

valerie-hadida-sculpturePróby sformułowania kryteriów oceny sztuki nie są rzeczą prostą. Po dzień dzisiejszy trwają spory co do tego, czy oglądane przez nas dzieło sztuki podoba się nam ze względu na nie samo, czy raczej ze względu na to, że w jakiś sposób oddziałuje na nas uwzględniając nasze cechy charakteru, osobowości, czy indywidualny poziom wrażliwości.

Stąd też utarło się powiedzenie, że o gustach się nie dyskutuje, gdyż są one jednostkowe i nie do końca racjonalne, nie wiemy dlaczego podobają się poszczególne dzieła sztuki a inne nie. Kwestie związane z percepcją sztuki, jej kompozycją, techniką wykonania niewątpliwie decydują o wartości dzieła sztuki. Jednak przy tego rodzaju rozważaniach warto zwrócić uwagę na mało eksponowany czynnik – stworzenie przez artystę własnego stylu. Jest to rzecz niebywale istotna, gdyż zwraca uwagę na pewnego rodzaju niepowtarzalny język wypowiedzi artystycznej.

Valerie-Hadida-SculpturesJakkolwiek oceniać malarstwo Epifaniusza Drowniaka, zwanego Nikiforem, to jego rysunki są niepowtarzalne i niepodobna ich pomylić z twórczością innego artysty, podobnie w rzeźbie, wystarczy pierwszy rzut oka na wyrzeźbione ludzkie ciało, jego piękno i kruchość, by nie mieć żadnych wątpliwości, że mamy do czynienia z pracami Igora Mitoraja. Podobnie jest w muzyce, wystarczy kilka dźwięków gitary, by wiedzieć, że słuchamy Patha Metheny. Być może, stworzenie własnego języka wypowiedzi w sztuce nie gwarantuje jeszcze tego, że mamy do czynienia z arcydziełem, jednak jest to znak, że artysta tworzy dzieła indywidualne i niepowtarzalne, które mogą się podobać.

Do takich artystów należy zapewne twórczość Valérie Hadida współczesnej francuskiej rzeźbiarki. Wystarczy jeden rzut oka na jej rysunki i rzeźby, by nie mieć żadnych wątpliwości, kto jest ich autorem. Droga dochodzenia do rzeźby Valérie Hadida była dość nietypowa, gdyż przygodę ze sztuką zaczynała od rysunku. Jak sama artystka przyznaje, jej mama, która w szkole średniej uczyła plastyki, przynosiła do domu ołówki, flamastry i papier, mała Valérie uwielbiała rysować własne postacie do bajek. Ta niewinna zabawa przerodziła się w fascynację światem animacji, dlatego też po maturze postanowiła studiować w Szkole Sztuk Wizualnych i reklamy w Paryżu.

Sculpture-Valerie-Hadida-Galerie-AlbaneTam też nawiązała kontakt z firmami produkującymi filmy animowane. Jej rysunki były na tyle dobre, że zaproponowano jej udział w wielu kontraktach, a także staż w firmie Walt Disney w Stanach Zjednoczonych. Ku zaskoczeniu wszystkich Valérie Hadida odmówiła, gdyż wiedziała już, że animacja i rysunek jej nie wystarczą. Chciała głębszego kontaktu ze sztuką, niż wyłącznie produkcja bajek dla dzieci. Wybrała drogę trudną, gdyż zdecydował się na rzeźbę. Jednak nie porzuciła swych wcześniejszych zajęć, stworzyła cykl prac, które ewidentnie korespondują z bajkową wyobraźnią artystki. Na przykład jej cykl rzeźb Małe dziewczynki określa się jako próbę łącznie rzeźby z bajkowymi wyobrażeniami rodem z kreskówek. Jednak w rzeźbach Hadida jest coś więcej. Jej kruche i smutne postacie dziewczyn, z burzą włosów przerzucają kładkę między realistycznym odwzorowaniem a wyobraźnią, każda rzeźb pokazuje kruchą stronę kobiecości, smukłe linie, zwiewne stroje i charakterystycznie ukazane włosy są znakiem rozpoznawczym rzeźbiarki i stanowią emocjonalne wejrzenie w nieco inną stronę kobiecości.

Zwyczajowo proces powstawania rzeźby jest u artystki poprzedzony serią szkiców, które później artystka wystawia razem z finalną rzeźbą odlaną w brązie. Jest to o tyle istotne, że ukazuje jak doskonale udało się jej oddać w rzeźbie pierwotny zamysł zakreślony w rysunku, czasem ma się wrażenie, że w pierwszej kolejności powstała rzeźba a potem na jej podstawie rysunki. Valérie Hadida stworzyła własne, charakterystyczne i rozpoznawalne postacie, trochę podobne do stylistyki malarstwa Jerzego Dudy-Gracza. Być może, prace Valérie Hadida nie wszystkim się podobają, jednak na pewno można stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, francuskiej artystce udało się stworzyć własny i niepowtarzalny styl w rzeźbie. A to już bardzo dużo. Artystka za swe realizacje otrzymała Nagrodę Fundacji im. Paula Ricarda w 1991 roku.

FOT: lilavert.com

Ludzka postać w wizji Petera Demetza

Na temat tego, czy jest realizm w rzeźbie napisano już bardzo wiele prac teoretycznych. Są one pełne różnorodnych sądów, definicji, hipotez czy wyjaśnień. Zwyczajowo w tak szerokim pojęciu z zakresu sztuki trudno o wspólną, zgodną definicję ekspertów, gdyż w niemal każdy z nich w odmienny sposób podchodzi do realizmu. Jedni utrzymują, że realistyczna sztuka to taka, która wiernie odtwarza widzianą rzeczywistość, inni zaś twierdzą, że taka, która pokazuje świat jaki winien on być, jeszcze inni zwracają uwagę na brak ornamentyki dzieła i jego surowość przekazu. Gdy na gruncie teoretycznym trudno o zgodę i kompromis warto czasem wskazać wprost, na konkretny przykład, który spaja w sobie wszystkie wymieniane cechy. Takim przykładem czystego realizmu w rzeźbie może być twórczość włoskiego rzeźbiarza Petera Demetza.

peter_demetz_image_12Ten rzeźbiarz urodzony na północy Włoch w 1969 roku wyróżnia się na tle rzeźby współczesnej szczególnym talentem do odwzorowania w drewnie ludzkiej postaci. Obserwując wyrzeźbione przez niego z lipowego drewna sylwetki mamy na pierwszy rzut oka mamy wrażenie, że są to fotografie postaci ludzkiej, z których zdjęto za pomocą specjalnego filtra kolor.

3aaaSurowy kolor drewna, który artysta pozostawia finalnie, doskonale oddaje fakturę drewna, jak również wydobywa grę świateł, w każdej wyrzeźbionej postaci widać najdrobniejszy detal, zarówno w fizjonomii jak również w stroju. By zwiększyć wrażenie realizmu Demetz w niektórych realizacjach dodaje drewniane tło, na przykład poruszonej wody, w której zanurzona jest postać. Sam artysta przyznaje, że jego fiksacja na punkcie realizmu zaprowadziła go w stronę projektu łączącego malarstwo z rzeźbą. W specjalnie zaprojektowanych i oświetlonych boksach artysta ustawia płaskorzeźby, które wyłącznie z określonego punktu oglądu dają wrażenie trójwymiarowości obrazu. Ta zabawa z iluzją wydaje się być prostym zabiegiem opartym na znajomości percepcji wzrokowej, jest jednak czymś znacznie większym. Oprócz znajomości zasad postrzegania trójwymiarowego artysta operuje oszczędnie zestawieniami kolorystycznymi wydobywając z każdej tego rodzaju instalacji odpowiedni nastrój.

Patrząc w tak przygotowany i odpowiednio oświetlony boks, mamy wrażenie spoglądania na obraz, w którym przedstawiono jakąś historię. Demetz zdaje się rozumieć sztukę w taki sam sposób, jak ją opisywał przed nim jego rodak w XIV wieku Leon Battista Alberti, który twierdził, że dobrze wykonany obraz jest czymś w rodzaju okna, przez które podglądamy opowiedzianą nam przez artystę historię.

            image_03_largeWszystkie realizacje Demetza charakteryzują się ogromną pieczołowitością w oddaniu detalu. To natomiast świadczy o jego niespotykanej biegłości technicznej, innymi słowy, Demetz perfekcyjnie operuje dłutem, wydobywając z figur postaci ludzkich jakąś historię. Jego drobiazgowa znajomość anatomii ciała ludzkiego, perfekcyjny zmysł obserwacyjny i niespotykany talent rzeźbiarski sprawia, że artysta ma niewątpliwy dar pobudzania do życia przedmiotów powstałych z drewna lipowego. Ale imponujący talent artysty przejawia się nie tylko w biegłości technicznej.

Wyrzeźbione postacie nie są anonimowe jak manekiny, każda z drewnianych figur jest indywidualna, widać w niej głęboko przemyślaną kompozycję. To, że niektóre z wyrzeźbionych postaci są odwrócone od widza tyłem, bądź patrzą w ziemię nie jest przypadkowe. Drewniane figury wydają się komunikować językiem ciała pewne stany emocjonalne: oczekiwania, zniechęcenia, refleksji, smutku. Ponadto artyście udało się uciec od tego, co nazywamy monumentalnością i patosem w rzeźbie. Stara się on w hiperrealistycznej manierze ukazać zwykłe, codzienne sprawy, gesty i zachowania. To rzadka cecha w sztuce współczesnej, by w tak sugestywny sposób przez fikcję ukazać prawdę o świecie. By w rzeźbie oddać tego rodzaju emocje należy posiadać przynajmniej trzy cechy: biegłość techniczną, doskonały zmysł obserwacji oraz po prostu talent. Te cechy posiada niewątpliwie Peter Demetz.

FOT:  peterdemetz.it

Rzeźba, która swój początek ma w huraganie

16 sierpnia 1992 roku nad wodami Atlantyku pomiędzy Ameryką Południową a Afryką narodził się huragan Andrew. Zaledwie w ciągu sześciu dni przerodził się w huragan o najwyższym stopniu zagrożenia i zmierzał w kierunku Florydy. Mieszkający z rodziną pod Miami dwunastoletni Daniel Ashram po uderzeniu huraganu stracił dom. Z jego posiadłości została sterta desek i masa potłuczonego szkła. Młody Daniel, pomagając służbom ratowniczym uporządkować zniszczony teren, zbierał do wiader potłuczone szkło z szyb samochodowych. Już wtedy zainteresował go ten materiał. Po latach, gdy jako rzeźbiarz kończył Cooper Union w Nowym Jorku, otrzymując w 2003 roku nagrodę Gelman Trust Fellowship Award powrócił do pomysłu sprzed lat, był pewien, że szkło, tynk i pył wulkaniczny mogą stanowić doskonałą materię do wykonania rzeźb. Zbite szkło zazwyczaj kojarzy się z tragedią, nieszczęśliwym wypadkiem, w przypadku rzeźb Ashrama szkło zmienia się w budulec sztuki. Ashramowskie postacie wykonane ze szkła i kleju pokazują postać człowieka w różnych pozach, gestach. Sam artysta przyznaje, że w szklanych kompozycjach zwanych broken figure chciał pokazać postać ludzką w pozie bezradności i zadumy, człowieka kruchego jak materia, z której jest wykonana rzeźba.

            arsham06v2Obok szklanych rzeźb Ashram jest również twórcą cyklu instalacji rzeźbiarskich wkomponowanych w ścianę pomieszczeń ekspozycyjnych. Podobnie jak w przypadku szklanych rzeźb, tutaj amerykański artysta korzysta również z nietypowej dla rzeźby materii. Ashram bądź łączy ściany ze sobą w węzły, bądź ukazuje ukrytą pod draperią fikcyjnej materii postać ludzką, cały cykl polega na wydobyciu kształtu postaci owiniętej w wyrzeźbioną strukturę płótna. Te ukryte postacie kontrastują z minimalistycznym wystrojem białych sal wystawowych. Sam autor prac przyznaje, że brak koloru wynika tu z prostej przesłanki, artysta jest po prostu daltonistą, stąd całkowite porzucenie zagadnienia barwy w jego pracach. W tym cyklu prac widać wyraźnie fascynację artysty postacią ludzką skrytą za materiałem. Ashram wykonuje swe plastikowe rzeźby zaczynając od uformowania prawdziwego materiału na uprzednio przygotowanym modelu, potem usztywnia materiał płynnym gipsem i wykonuje plastikowy odlew całości, który potem łączy ze ścianą. Jego plastikowe rzeźby mają związek z architekturą wnętrza i rzadko kiedy prezentowane są samodzielnie, gdyż tego rodzaju instalacje, wymagają specyficznej przestrzeni wystawienniczej, bowiem sama rzeźba ma sens tylko wtedy, gdy jest w komponowana w ścianę galerii. Prace Ashrama wydają się mówić, że ściana galerii niekoniecznie musi być płaska. Do stworzenia tej, nieco humorystycznej instalacji, wystarcza artyście specjalna guma, pianka, tynk i biała farba.

            Daniel Ashram będąc artystą wszechstronnym zaangażował się też w szeroki projekt, który ma na celu pokazanie postapokaliptycznej wizji przyszłości, artysta wciela się w rolę fikcyjnego futurystycznego archeologa, wykonuje z pyłu węglowego i plastiku częściowo uszkodzone korpusy przedmiotów użytku codziennego. Rzeźby te przypominają eksponaty odnalezione na wykopaliskach. Artysta wykonał do dnia dzisiejszego setki rzeźb wykonanych ze szkła, piasku, tynku i kamienia. Rzeźby przedstawiają stare aparaty fotograficzne, kasety magnetofonowe, kaski a nawet części garderoby. W tym cyklu prac Arsham wykazuje wyraźną fascynację naszą przyszłością. Co prawda, ujmuje ją po amerykańsku, w nieco disneyowskim stylu, jednak mimo tego, że plastikowa wizja świata może razić pospolitością, to obok prac Ashrama nie można przejść obojętnie. Artysta wykazał ogromną dojrzałość twórczą, kiedy został spytany o komentarz do swoich prac, powiedział bowiem, że nie ma zamiaru przekazać żadnego komentarza do tych rzeźb, bo całą jego praca jako artysty straciłaby wtedy sens i ma tylko nadzieję, że jego prace nie wymagają komentarza słownego. Po prostu pokazują to, co artysta nosi w zakamarkach własnej wyobraźni.

Marmur, który zmienia się w muślin

Gdy pierwszy raz patrzymy na rzeźbę Antonio Corradiniego zatytułowaną Skromność, mamy mieszane uczucia. Powodów, które wprowadzają nas w stan niepewności jest wiele, warto wymienić przynajmniej te, które są zazwyczaj wspólne wszystkim, którzy po raz pierwszy podziwiają kamienną pracę włoskiego rzeźbiarza. Gdy patrzymy na nagrobkowy pomnik Cecylii Gaetani dell’Aquila mamy wątpliwości, czy dzieło zrobione jest faktycznie z marmuru. Trudno nam uwierzyć, że można tak mocno oddzielić kwestie użytego do rzeźby materiału od tego, co sama rzeźba przedstawia. Wydaje się po prostu niemożliwe, by artysta mógł w kamieniu przedstawić tego rodzaju zwiewność, delikatność i nastrój. Patrząc na nagą kamienną kobietę okrytą jakby mokrym i zwiewnym muślinowym materiałem mamy wrażenie, że zaraz się poruszy, że pod welonem kryje się zastygłe na chwilę w kamiennym geście prawdziwe ciało kobiety, dobrze zbudowanej i ponętnej. Delikatność i nieprawdopodobny realizm wykonania rzeźby zdaje się przeczyć temu, że jest ona wykonana z ciężkiego i bezkształtnego bloku marmuru. Pod doskonale wymodelowanym z kamienia welonem widać każdy detal ciała kobiety, wydaje się, że artysta osobno wyrzeźbił półprzeźroczysty welon, który następnie w sobie tylko znany sposób, połączył z posągiem wzorowanym na kanonach antycznej rzeźby. Tak jednak nie jest. Welon i postać kobiety wykonane są z jednej bryły kamienia.

            veiled-marble-sculptures-by-antonio-corradini-4Kolejna wątpliwość, która towarzyszy rzeźbie dotyczy jest przeznaczenia i samej nazwy. Musiało być sporo przewrotności, zuchwałości i przekory we włoskim artyście, by tak frywolną rzeźbę nazwać Skromność i wyeksponować ją jako część rzeźby nagrobkowej. Patrząc na grobowiec na pewno nie mamy skojarzeń związanych z marnością życia ludzkiego, przemijaniem czy śmiercią. Raczej mamy ochotę kamienną kobietę dotknąć, by przekonać się czy cienką tkaninę da się z niej ściągnąć. W stojącej postaci kobiety jest dokładnie coś odwrotnego niż Skromność, widzimy raczej zalotną, doskonale grającą swą kobiecością postać, która ze swej urody stara się uczynić pierwszorzędny atut. Kamienna kobieta kusi gestem, pozą, ubiorem, frywolnością. Pamiętam, gdy pierwszy raz oglądałem rzeźbę w Neapolu, usłyszałem obok ściszony głos kogoś z polskiej wycieczki:

– Jakby do naszych kościołów powstawiali takie rzeźby, to od razu więcej wiernych by było i kazanie by się jakoś lepiej znosiło siedząc obok i patrząc…

            Pikanterii dodaje ponadto fakt, że sportretowana w rzeźbie nagrobkowej Cecylia Gaetani, była matką słynnego alchemika Raimondo di Sangro. Gdy rzeźba nagrobkowa była gotowa i stanęła w kaplicy, podobno książę alchemik stojąc obok posągu swej matki potrafił odtworzyć cud krzepnięcia i przechodzenia w stan płynny krwi św. Januarego. Wedle relacji mieszkańców Neapolu nocami z kaplicy dochodziły dziwaczne dźwięki i błyskały kolorowe światła, słychać było kamienne kroki. Przez wiele lat, czy to na skutek legendy, czy plotki, kaplicę omijano, twierdząc, że rzeźba jest przeklęta, gdyż nocą ożywa i schodzi z postumentu spacerując po kaplicy.

            cristo-velato-de-giuseppe-sanmartinoAutor rzeźby Antonio Corradini tworzył w XVIII wieku w stylu Rococo. Swą przygodę z rzeźbą zaczął w wieku czternastu lat, gdy był trzydziestoletnim rzeźbiarzem był u szczytu sławy, jako nadworny artysta przygotowywał rzeźby w letnim ogrodzie cara Piotra Wielkiego w St. Petersburgu, pracował też w Niemczech, w Wiedniu na dworze cesarza Karola VI. Jednak tęsknota za Włochami była na tyle silna, że porzucił dobrze płatne zlecenia i wrócił do Neapolu. Tam też rzeźbi swe największe arcydzieła. Obok  wspomnianej Skromności będącej częścią grobowca, artysta przyjmuje zlecenie od księcia Sansevero na wykonanie rzeźby Chrystusa do kaplicy książęcej. Corradini postanawia wykorzystać podobny efekt, jak przy rzeźbie kobiety okrytej przeźroczystą materią, chce ciało umęczonego Chrystusa ukazać przykryte muślinowym welonem. Sekret tych prac nie polegał wyłącznie na dokładnym modelunku i drobiazgowej obróbce ściernej kamienia. Corradini wielokrotnie odwiedza kopalnie marmuru w Carrarze szukając odpowiedniego dla swojej rzeźby rodzaju kamienia. Gdy znajduje odpowiedni blok, każe pobrać z niego próbki, sprawdza, czy jest odpowiednio plastyczny i nadający się do obróbki. Wierzchnia warstwa marmuru musi być delikatniejsza, wręcz półprzeźroczysta i musi być koloru śniegu. Pracując nad koncepcją Chrystusa pod Całunem artysta wykonuje mnóstwo szkiców, rzutów rzeźby, robi obliczenia i szykuje odpowiednie materiały ścierne do finalnego wygładzenia rzeźby. Niestety, gdy prace są zaawansowane, w roku 1752 roku artysta umiera. Książe Sansevero zleca wykończenie prac wedle wskazówek Corradiniego. Wybrany do tego zlecenia rzeźbiarz Giuseppe Sanmartino, skrupulatnie stosuje się do wskazówek pozostawionych przez poprzednika.             Rzeźba Chrystusa okrytego muślinowym welonem budziła przez lata wątpliwości, co do sposobu jej wykonania. Jedna z hipotez zakładała, że welon został spreparowany z cienkiej siatki pokrytej wapnem gaszonym z domieszką gipsu i dopiero potem okryto nim szczelnie postać Chrystusa, potem artysta tlenkiem węgla w wysokiej temperaturze miał scalić welon z rzeźbą i utwardzić go nadając mu wygląd marmuru. Widać, tego rodzaju hipotezy nie dawały spokoju pasjonatom rzeźby, gdyż w XX wieku wykonano na polecenie władz Neapolu szczegółową analizę rzeźby z kaplicy Sansevero. Po wykonaniu serii badań z użyciem specjalistycznego sprzętu naukowcy orzekli jednogłośnie:  rzeźbę wykonano z jednego bloku marmuru, jakkolwiek trudno w to uwierzyć.

            Zarówno Skromność, jak i Chrystus pod całunem zdają się wymykać wszystkim znanym opisom rzeźby. Nie ma takich słów, by opisać nastrój, piękno i genialną technikę rzeźbiarską. Pozostaje nam tylko patrzeć i podziwiać: artyzm, użyty materiał, brawurę, zuchwałość, wyobraźnię i …portretowaną w marmurze kobietę.

Przejdź do paska narzędzi