Stanisław Radwański – wielki uczeń wielkiego mistrza

Podobno w sztuce można mierzyć wartość artysty tym, w jaki sposób oddziaływał na swych uczniów. Stanisław Horno-Popławski pracując na Uczelni wykształcił spore grono swych podopiecznych. Zwłaszcza grono studentek-rzeźbiarek, którym dane było pracować pod bacznym (i surowym) okiem mistrza, było pod tak wielkim wrażeniem artyzmu swego profesora, że utarło się określenie Hornianki. Wśród wielu studentów, których kształcił Horno wyróżnia się Stanisław Radwański, który w roku 1968 obronił dyplom w jego Pracowni Rzeźby. Był na tyle utalentowanym studentem, że został poproszony przez swego promotora, by pozostał na macierzystej uczelni jako wykładowca. Jak trafnym okiem potrafił Horno w młodym studencie dostrzec niepośledni talent może świadczyć fakt, że jego podopieczny uzyskał po latach tytuł profesorski i został wybrany Rektorem PWSSP w Gdańsku.

            pracownia stanislawa radwanskiegoStanisław Radwański w swej pracy twórczej nie ukrywa tego, jak wiele zawdzięcza swemu wychowawcy, który nie tylko nauczył go pracy z materiałem, odsłaniając w pracowni tajniki pracy rzeźbiarsko–warsztatowej, ale także rozumienia czym jest rzeźba jako taka, jaką pełni funkcję, rolę w historii i do kogo winna być adresowana. Sam o swoim nauczycielu po latach napisze: Poznałem Profesora Horno–Popławskiego na początku lat sześćdziesiątych, kiedy nie było jeszcze kryzysu wartości i autorytetów, a tytuł profesorski oznaczał bardzo wiele. Był dla mnie mistrzem, Profesorem i bliskim mi człowiekiem. Łączył w sobie wiele odrębnych cech. Otaczał go nimb wielkiego rzeźbiarza, którego sylwetka kojarzyła się nam z XIX–wiecznymi mistrzami, choćby Rodinem. W postaci Horno-Popławskiego, jest też coś z Sarmaty: szczupła sylwetka, wspaniała głowa… Dla wielu swoich uczniów znaczył tak wiele. Dopiero po czasie dostrzegamy, jak wyraziście ukształtował nasze wyobrażenie o rzeźbie. Czasami tak mocno, że aż trudno się spod tego wpływu wyzwolić. Będąc studentem miałem wrażenie, że się buntuję i próbuję przeciwstawić się pewnym tendencjom, obowiązującym wówczas w sztuce. Później zrozumiałem, że ta moja postawa w mądry sposób była inspirowana przez Profesora. Stanisław Horno–Popławski potrafił prowadzić studenta w sposób indywidualny, tak aby nie zniszczyć w nim odrębnej osobowości artystycznej, nawet jeżeli miałaby się ona przedstawiać w formie buntu. Moim zdaniem jest to artysta wybitny, jeden z największych rzeźbiarzy okresu powojennego, którego nazwisko można postawić obok Dunikowskiego i Szczepkowskiego. Trudno mi w tym wypadku być krytykiem sztuki, sądzę jednak, że jego rzeźba zawsze była bliska duchowi kultury śródziemnomorskiej. Odkrywał nam nieznane obszary rzeźby antycznej i sztuki Wschodu. Potrafił zarazić nas własną miłością do tych kręgów kulturowych. Ale bliska mu była także sztuka współczesna, szczególnie francuska, tacy rzeźbiarze jak Rodin, Mailloi, Bourdell. Potrafił nas uwrażliwić na właściwy odbiór sztuki, a jednocześnie wyrobił w nas zmysł krytyczny wobec rzeczy nieprawdziwych, płytkich, które są tylko pogonią za modą. Jest to rzeźbiarz „rasowy”. Istotą życia Horno–Popławskiego jest rzeźba. Imponowała nam zawsze Jego postawa zawodowa. Jest to twórca, który jako „robotnik” sztuki nie czekając na natchnienia codziennie podążał do pracowni i zmagał się z materią rzeźbiarską. Stanisław Horno–Popławski uważał dzień bez rzeźbienia za stracony. Jest tak wielkim artystą, iż wydaje się, że nie musiał on poszukiwać, lecz od razu znajdował doskonałą formę i właściwy wyraz artystycznego dzieła. Stanisław Horno–Popławski nie był dla nas tylko profesorem rzeźby – był mistrzem w najlepszym tego słowa znaczeniu. Imponowała nam jego niezwykła skromność, co przejawiało się także  w niechęci profesora do zajmowania wszelkich stanowisk. Horno–Popławski chciał pozostać wyłącznie twórcą.

Moniuszko Stanisława Radwańskiego

Moniuszko Stanisława Radwańskiego

Dziś Stanisław Radwański jest spełnionym, znanym, rozpoznawalnym i utytułowanym artystą. Jest też artystą wszechstronnym, w swym dorobku artystycznym ma zarówno monumentalne realizacje pomnikowe (jak choćby pomnik Jacka Malczewskiego w Radomiu, Jana Pawła II w Toruniu czy Ignacego Jana Paderewskiego w Bydgoszczy), ma też rzeźby kameralne i nastrojowe. Co do tego, że Stanisław Radwański, jako wychowanek Horno-Popławskiego, wpisał się trwale w historię rzeźby polskiej nie ma najmniejszej wątpliwości. Potwierdzeniem wielkości rzeźbiarza jest fakt, że Rektor i Senat Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie 16 maja br. na uroczystym posiedzeniu Senatu, profesorowi Stanisławowi Radwańskiemu nadała tytuł Profesora Honorowego Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

            Zdzisław Beksiński zwykł mawiać, że kryzys współczesnych sztuk plastycznych wynika wyłącznie z dwu przeszkód. Pierwsza z nich to zaniechanie żmudnych studiów nad techniką wykonywania prac przez przyszłych adeptów sztuki. Większość z kandydatów do zostania artystą chce od razu ukazać światu swe epokowe dzieło. Niestety, najczęściej nie mają ku temu narzędzi, więc wychodzi to, co potem widać. Jeżeli nawet zdarzy się tak, że niektórzy opanują doskonały warsztat i potrafią technicznie wykonać to, co sobie wyobrazili, to pojawia się wtedy druga przeszkoda: nie mają oni nic do powiedzenia, poza pokazaniem jak dobrymi są rzemieślnikami, jak panują nad samą techniką. Twórczość Stanisława Radwańskiego jest wyjątkowa właśnie przez to, że artysta zdaje się usuwać te dwie przeszkody. Artysta nie stronił od żmudnych studiów, cierpliwie zdobywając pod surowym i bacznym okiem Stanisława Horno-Popławskiego konieczny do bycia rzeźbiarzem warsztat pracy. Gdy już potrafił rzeźbić, okazało się, że nosi w sobie ogromne pokłady kreatywności, że ma w sztuce coś do powiedzenia. Wystarczy choćby przyjrzeć się rzeźbie popiersia Moniuszki. W tego rodzaju realizacjach, zdawać by się mogło, że nie można powiedzieć na gruncie artystycznym już nic nowego, temat został wyeksploatowany: od patosu, monumentalności po banał. Rzeźba portretowa wymaga od artysty wyjątkowych umiejętności, połączenia własnej wizji artystycznej i powszechnego wyobrażenia o portretowanej osobie. Radwańskiemu w przypadku tej rzeźby udało się znaleźć ciekawą szczelinę, pomysł połączenia portretu kompozytora z klawiaturą fortepianu. Twarz kompozytora, mimo że jej fragmenty są przesunięte względem siebie, nie traci nic na rozpoznawalności, jest dynamiczna i jednocześnie nie razi banałem, nie szokuje drastycznością, nie jest lapidarnym rozwiązaniem kompozycyjnym, ma w sobie coś, że odbiorca zatrzymuje wzrok na popiersiu i nie potrafi go od niego oderwać. Patrząc na rzeźbę słychać niemal muzykę w tle. A taki odbiór sztuki jest dla artysty najwyższą formą uznania, wszak rzeźba jest od tego, by na nią patrzeć i poruszać naszą wyobraźnię.

ZOBACZ: Inne felietony Bydgoskiego Centrum Sztuki – pokazujemy świat rzeźby z wyjątkowej perspektywy.