Stanisław Hipolit Popławski – sztukmistrz z Krakowa

Artysta tworząc sztukę musi zadbać między innymi o to, by być rozpoznawalnym, by jego dzieła były na tyle oryginalne, by kojarzono je z nazwiskiem. Dlatego też artyści nie szczędzą trudu nad wypracowaniem własnego stylu i powiązania go ze swoim nazwiskiem. W tym wypadku miarą sukcesu pozostaje reakcja odbiorcy i najbardziej oczekiwaną reakcją jest natychmiastowe powiązanie sztuki z autorem. Wystarczy, że odbiorca raz spojrzy na obraz i skojarzy go na przykład z Jerzym Dudą – Graczem, a gdy usłyszy pierwsze takty piosenki, skojarzy niepowtarzalny styl aranżacji muzycznej ze Stingiem. W niektórych przypadkach jest jednak kłopot, gdy skrupulatnie wymyślona idea zmaterializowana w sztuce nie przystaje do pospolitego, bądź trudnego do zapamiętania nazwiska autora. Wtedy artysta zastępuje je pseudonimem. Bo słuchając piosenki trudno zapamiętać, że wokalistką jest Stefania Joanna Angelina de Germanotta, łatwiej wpada w ucho Lady Gaga, podobnie jak łatwiej zapamiętać, że śpiewa Freddie Mercury niż Farrokh Bulsara. Czasem nazwisko jest przeszkodą do sławy, gdyż jest zbyt gminne i pospolite, bo jest przecież zasadnicza różnica czy śpiewa Cześka Cieślak czy Violetta Villas, lepiej słuchać jak śpiewa Kayah niż Kaśka Szczot. Jednak przyjęcie artystycznego pseudonimu może mieć też zgoła odmienne motywy. Ogromną niezręcznością jest mylenie dorobku artysty z kimś innym, dlatego dwu artystów nazywających się tak samo jest nie lada kłopotem.

            Tego rodzaju sytuacja przytrafiła się dwu polskim rzeźbiarzom w XX wieku. Rzeźbiarz Stanisław Popławski urodzony w 1886 roku nie przypuszczał, że kilkadziesiąt lat później będzie odnosił sukcesy w polskiej rzeźbie artysta, noszący takie samo imię i nazwisko. W tym przypadku młodszy rzeźbiarz, by uniknąć nieporozumień z identyfikacją, do nazwiska Popławski dołączył nazwisko rodowe swej matki – Horno. Jednak ten zabieg nie rozwiązał do końca problemu, gdyż jak się okazało Stanisław Popławski miał na drugie imię Hipolit i część swych prac podpisywał jako Stanisław H. Popławski. Nie do końca wiadomo czy artyści dyskutowali między sobą na ten temat, jednak jedno jest pewne, na zbieżności imienia i nazwiska ich podobieństwo się nie kończy. Obaj artyści dochodzili do rzeźby przez rysunek, obaj w młodości chcieli zostać malarzami, obaj w swej karierze pedagogicznej byli Dziekanami Wydziału Rzeźby. Horno jeszcze w Wilnie zakochał się w sztuce Antyku  i Odrodzenia zaś starszy Popławski umiłował Odrodzenie i sztukę starożytnej Grecji, gdy studiował w Szkole Rysunkowej u Wojciecha Gersona. Tam też dokonał trudnego wyboru dalszej drogi artystycznej decydując się na rzeźbę, ale malarstwa i rysunku nigdy nie porzucił (podobnie jak Horno). Stanisław Popławski od roku 1906 rozpoczął pod kierunkiem Konstantego Laszczki studia na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Jego zamiłowanie do sztuki Renesansu musiało być zauważone przez akademików, gdyż studiując u wymagającego profesora Laszczki każdy rok Popławski kończył nagrodą bądź wyróżnieniem, aż trzykrotnie w czasie trwania studiów został wysłany na stypendium do Florencji, kolebki sztuki Odrodzenia. W Zachęcie, mając niespełna 29 lat, wystawił rzeźbę Nędza, prezentując warsztat dojrzałego i doświadczonego artysty, zyskując tym samym uznanie i pochwały środowiska artystycznego. Na ile był cenionym artystą w środowisku krakowskim może świadczyć fakt, że w 1928 współtworzył wraz z malarzami (m. in. z  Wlastimilem Hofmanem i Alfonsem Karpińskim) stowarzyszenie artystyczne Grupa Dziesięciu. W tym czasie wyjechał też do Paryża i Rzymu. Niestety ze względu na wojnę wrócił do kraju i na ochotnika zgłosił się do oddziału strzeleckiego Legionów Polskich. Epizod wojenny, podobnie jak u Horna, odcisnął mocne piętno na twórczości artysty. Od 1911 roku w Krakowskiej Akademii pracował jako instruktor kucia w kamieniu u profesora Laszczki Na dwa lata przed drugą wojną światową Popławski obejmuje stanowisko kierownika Zakładu Ceramiki. Niewątpliwe na postawę artystyczną Popławskiego wpłynęła Akademia Krakowska, w której pracował wspólnie z Konstantym Laszczką, Jackiem Malczewskim, Julianem Fałatem i Leonem Wyczółkowskim. Na ile twórczość Popławskiego była ceniona, może świadczyć fakt, że Xawery Dunikowski konsultował z nim swoje rzeźby, prosząc młodszego o jedenaście lat artystę o porady techniczno warsztatowe, zaś po śmierci Jacka Malczewskiego poproszono Popławskiego, by wykonał pośmiertną maskę Malczewskiego i odlew jego ręki, a także zaprojektował i wykonał dla niego sarkofag w kościele OO. Paulinów na krakowskiej Skałce.

Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie

Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie

Niewątpliwie Popławski należy do pokolenia pierwszej generacji artystów wykształconych w krakowskiej Akademii, dlatego też między innymi i jemu przypisuje się w polskiej rzeźbie otwarcie nurtu ekpresjonizmu, modelunku skrótowego, wykonywanego w oparciu o pierwszą impresję, bez wykończenia i cyzelowania każdego detalu. Wyjątkowość rzeźb Stanisława Popławskiego wynika też z jego postawy twórczej i temperamentu artystycznego, widział on rzeźbę w szerszym kontekście, nie tylko jako część architektury, ale dostrzegał też silny związek rzeźby z rysunkiem i malarstwem. W jego pracach, podobnie jak u Horna, widać umiłowanie i przywiązanie do rzeźby klasycznej, do czerpania inspiracji z Antyku i Renesansu. Współcześnie, gdzie eksperyment wypiera w sztuce tradycję, jego rzeźby potrafią tak zachwycać. Zwracają uwagę nienagannym opanowaniem zdolności warsztatowych, umiłowaniem rozwiązań klasycznych i nieprzeciętnym talentem plastycznym. Artysta nie eksperymentuje, nie szokuje, po prostu w rzeźbie cierpliwie szuka ideału piękna. Popławski portretując nawet konkretne osoby stosuje daleko idące uogólnienia kompozycyjne, uproszczenia, zachowując mimo to podobieństwo do modela. Potrafi niemal w każdy realistycznie ujęty wizerunek skomponować tak, że przypomina on klasyczną rzeźbę. W efekcie tak założonej strategii artystycznej każda z jego wyrzeźbionych postaci z powodzeniem mogłaby być uznana za część kariatydy greckiej czy rzeźby z okresu Renesansu, są one po prostu ilustracjami piękna klasycznego. Jego portrety robione w rzeźbie wydobywają charakter portretowanej postaci, są wyjątkowo refleksyjne. Trafnie określił ten rodzaj portretu Julian Fałat nazywając je futerałami dusz. Koncepcja artystyczna Popławskiego jest nie tylko nostalgicznym spojrzeniem w przeszłość i zachwytem nad Antykiem, jest udaną próbą łączenia secesji i stylu art deco z klasycyzmem. Niepośledni talent artystyczny Popławskiego widać też w tym, że był on rzeźbiarzem wszechstronnym, pracował zarówno w glinie, kamieniu, brązie, ceramice czy terakocie, był też biegły w pracach medalierskich.  Jego talent został wielokrotnie dostrzeżony na wystawach w Paryżu, Pradze, Wiedniu, Wenecji czy Nowym Jorku. Niestety ten wielki romantyk rzeźby, podobnie jak i Horno, w rodzimym kraju z niezrozumiałych względów jest nieco zapomniany. Warto zatem przy okazji podziwiania rzeźb Stanisława Horno-Popławskiego pamiętać, że był też wybitny i równie utalentowany rzeźbiarz Stanisław Popławski.