Rzeźba z nieznanej dotychczas perspektywy

Jest rok 1499, w wigilię nowego stulecia, mało znany 24 letni młodzieniec Michelangelo Buonarotti podpisuje umowę z francuskim kardynałem de Bilhères na wykonanie rzeźby mającej zwieńczyć jego grób. Umawiają się na kwotę 450 złotych dukatów.

Buonarotii długo wybiera materiał w kamieniołomach carraryjskich, w końcu wielki blok białego marmuru ważący kilka ton zostaje załadowany na specjalny wóz, jego transport z Carrary do Rzymu trwa aż dziewięć miesięcy. Rzeźbiarz staje przed masywnym blokiem i kuje zapamiętale, nie chcąc nikomu pokazać postępów prac. Po roku z białoróżowego bloku wyłania się postument o wymiarach 174 cm × 195 cm przedstawiający Madonnę trzymającą w ramionach zmarłego Chrystusa, zdjętego z krzyża. Gdy rzeźba jest ukończona stają przed nią zdumieni urzędnicy watykańscy i sam zleceniodawca. Kardynałowie spoglądając na ukończoną pracę młodego rzeźbiarza mają dwie zasadnicze wątpliwości. Pierwsza dotyczy autorstwa rzeźby, nie wierzą, by ten arogancki korpulentny młodzik sam wyrzeźbił tak doskonałe dzieło, sądzą, że autorem jest raczej znany rzeźbiarz Cristoforo Solari, zaś Buonarotti jedynie pomagał w pracach wykończeniowych. Druga wątpliwość dotyczy wieku Madonny. Jej oblicze ukazane w rzeźbie jest zbyt młode, winna być przedstawiona jako pięćdziesięcioletnia, dojrzała kobieta, a wydaje się młodsza od Chrystusa. Buonarotii na dwa zarzuty odpowiada szybko i arogancko: na wątpliwości związane z samodzielnym wykonaniem rzeźby odpowiada wykuciem na pasku biegnącym przez pierś Madonny napisu: MICHAELA [N] GELUS BONAROTUS FLORENTIN [US] FACIEBA [T] (Michelangelo Buonarroti z Florencji to zrobił). Napisy wykuł w taki sposób, że każda próba usunięcia podpisu spowoduje trwałe uszkodzenie rzeźby. Drugi zarzut dotyczący wieku Madonny gasi retorycznym pytaniem: czy wy kardynałowie nie powinniście najlepiej wiedzieć, że czystość i nieskalanie grzechem konserwuje piękno?

            p15g_largePietà zachwyca, wzrusza, zastanawia, wywołuje emocje od samego jej powstania. Nie trafia na nagrobek kardynała tylko do kaplicy Santa Petronilla a potem wprost do bazyliki świętego Piotra. Z czasem staje się obowiązkowym punktem na trasie pielgrzymów przybywających do Wiecznego Miasta. Po latach wydaje się, że na temat tej najbardziej znanej rzeźby powiedziano już wszystko, opisano ją po wielokroć, eksponowana w Watykanie została obejrzana przez miliony turystów i pielgrzymów. Przełomem staje się rok 1964. W Nowym Jorku przygotowywana jest Światowa Wystawa Powszechna, swój Pawilon Sztuki ma przygotować Watykan, jako samodzielne państwo. Kardynał Franciszek Spellman odpowiedzialny za watykańską wystawę zwraca się do papieża Jana XIII z niecodzienną prośbą, chce pokazać w Ameryce rzeźbę Michała Anioła. Papież się waha, ma wątpliwości co do transportu tak cennej rzeźby do Nowego Jorku. Dopiero gdy kardynał przedstawia dokumentację transportu morskiego i lądowego gwarantującą bezpieczny przewóz, wyraża zgodę. Pietà zapakowana w wielką drewnianą skrzynię płynie do Nowego Jorku. Gdy rzeźba jest w drodze, kardynał Sellman prosi Roberta Hupkę, inżyniera nagrań z Columbia Records, by ten przygotował piętnastogodzinny podkład muzyczny w pawilonie watykańskim. Potem z tego materiału muzycznego ma powstać pamiątkowa płyta. Hupka, zawodowo zajmujący się dźwiękiem, przyjmuje zlecenie. Gdy rzeźba zostaje prowizorycznie ustawiona w pustym pawilonie Hupka, zajmujący się także fotografią, postanawia zrobić zdjęcie rzeźby na okładkę płyty. Zaczyna fotografować. Początkowo chce zrobić kilka zdjęć, jednak z każdą kolejną fotografią nie potrafi się zatrzymać. Mimo, że początkowo tego nie planował, wykonuje kilka tysięcy zdjęć, z każdą chwilą zdaje sobie sprawę, że ma niecodzienną możliwość sfotografowania rzeźby z nieprawdopodobnej perspektywy, od stuleci ukrytej przed spojrzeniami zwiedzających bazylikę świętego Piotra. Hupka decyduje się w końcu na szalony krok, wdrapuje się na dach pawilonu, z pomocą robotników robi otwór w suficie, aby uchwycić oblicze Chrystusa od góry. Gdy patrzy na wywołane zdjęcia dociera do niego fakt, że Michał Anioł ukazał twarz Chrystusa pogodną, nie ma na niej śladu przebytej męki, twarz jest wręcz żywa. Hupka wysuwa hipotezę, że Michał Anioł zapowiedział w takim ujęciu przyszłe zmartwychwstanie. Seria zdjęć zaskakuje wszystkich, nawet tych, którzy uważają się za znawców rzeźby. Rzeźba po wystawie wraca bezpiecznie na swoje miejsce w Watykanie. Mija osiem lat od nowojorskiej wystawy.

            p35_large21 maja 1972 roku w Niedzielę Zielonych Świąt do bazyliki świętego Piotra wchodzi trzydziestotrzyletni węgierski geolog Laszlo Toth, w plecaku ma młotek murarski. Nie zatrzymywany przez nikogo wdrapuje się na postument, wyciąga młotek i krzycząc Jestem Jezusem Chrystusem! zadaje Madonnie piętnaście ciosów. Odpada prawe ramię Madonny, kawałek nosa, lewa powieka. Zaalarmowana Gwardia Szwajcarska unieszkodliwia napastnika, widzowie tego przerażającego spektaklu zbierają leżące kawałki marmuru. Pomimo wielu późniejszych apelów w prasie prawie żadne kawałki nie zostają zwrócone, włącznie z nosem Madonny. Konserwatorzy orzekają jednogłośnie, trzeba zrekonstruować brakujące części wycinając je z tyłu rzeźby. W tym czasie nieoceniona staje się dokumentacja Hupki, jest wprost bezcenna. Po żmudnych pracach Pietà wraca na swoje miejsce w bazylice, między Świętymi Drzwiami a ołtarzem św. Sebastiana, lecz od tego czasu jest chroniona przez kuloodporny szklany panel.

            Fotografie Hupki, oprócz tego, że stanowią drobiazgową dokumentację rzeźby ukazują też coś więcej. Poprzez sfotografowanie rzeźby z niewidzianych dotąd perspektywy Hupka pokazał, że arcydzieł rzeźby nie można odkryć nigdy do końca, zawsze pozostaje w nich jakaś tajemnica, czasem zakryta dla oczu przez stulecia, tajemnica, która czeka, niekiedy przez długi czas, aż ktoś ją dostrzeże i odkryje.

ZOBACZ: Inne felietony Bydgoskiego Centrum Sztuki – pokazujemy świat rzeźby z wyjątkowej perspektywy.